
Weronika Nowakowska, była medalistka Mistrzostw Świata i Mistrzostw Europy w biathlonie, komentatorka TVP Sport w szczerej rozmowie opowiada o: zauroczeniu Olimpiadami Specjalnymi Polska, ciarkach kiedy słyszy przysięgę Olimpiad i wierze w świat bez emocjonalnych masek i filtrów. Cała rozmowa ukazała się na łamach portalu „Sportowe Fakty”. Zapraszamy do lektury!
Kiedy opublikowaliśmy „List Fana Olimpiad Specjalnych do Kibiców” odezwałaś się do mnie ze swoją prywatną historią związaną z ruchem Special Olympics. Proszę, opowiedz o niej.
Weronika Nowakowska, była medalistka MŚ i Europy w biathlonie, komentatorka TVP Sport: Musiałabym zacząć od Igrzysk Olimpijskich w Pjongczangu w 2018 roku. Dla mnie to było najtrudniejsze sportowe doświadczenie w karierze z wielu powodów. Bardzo trudny powrót po ciąży, nie było wtedy takich programów wsparcia dla matek jak teraz. Już sam wyjazd do Korei Południowej uważałam za sukces, w Pucharach Świata zajmowałam miejsca w czołowych „10”. No i przyszła olimpijska sztafeta. Biegłam na ostatniej zmianie. Gdy zaczynałam Polska była na pierwszym miejscu, po moim biegu spadliśmy na 7. pozycję. I ja wielokrotnie o tym mówiłam, że nie miałam najgorszego czasu z naszej sztafety, ale wiadomo…wina spadła na mnie. Polała się fala hejtu. Wróciłam z tych igrzysk jak zbity pies. Miałam wrażenie, że poświęciłam życie na coś co jest nieprawdą, iluzją. Jaka idea olimpijska? Jaki baron de Coubertin? Wolne żarty. Cały ten olimpizm to jakaś bzdura. W takim stanie byłam. Zakończyłam po Pjongczangu karierę – planowałam to, ale w zupełnie innym stylu. Miałam poczucie, że cała moja kariera nie miała sensu. Aż przyszła wiosna. Po sezonie na Śląsku odbywały się Ogólnopolskie Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych 2018. Dostałam zaproszenie do bycia Ambasadorem. A wcześniej, już po Pjongczangu odrzucałam propozycję przyjazdu na eventy sportowe. Jakiekolwiek. Miałam po prostu dosyć sportu. Ale tutaj doszłam do wniosku, że to coś innego, inny wymiar rywalizacji. Więc dzięki Olimpiadom Specjalnym przełamałam się.
Rozumiem, że Ty wcześniej nie miałaś styczności z osobami czy sportowcami z niepełnosprawnością intelektualną?
Nie. Miałam styczność epizodyczną jako studentka AWF. O idei Olimpiad Specjalnych słyszałam, ale nie brałam udziału w żadnym projekcie. W rodzinie też nie mam osób z niepełnosprawnością intelektualną. Nie było mi to jakoś szczególnie bliskie. Chociaż muszę powiedzieć, że kiedy byłam w liceum to angażowałam się dużo społecznie. Kiedyś jako 15-latka spędziłam z niepełnosprawnymi intelektualnie Sylwestra, byłam wolontariuszką przy wydarzeniu organizowanym przez księży. I to było moje ostatnie doświadczenie związane z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. I teraz wracam do Ogólnopolskich Letnich Igrzysk Olimpiad Specjalnych w 2018 roku. Przyjechałam na otwarcie i podeszła do mnie Marta, 10-latka z zespołem Downa. Zaczęła zagadywać, weszłyśmy w rozmowę. Super nam się gadało. My w porównaniu z Martą to jesteśmy życiowe smutasy. Naprawdę! Opowiedziała mi o całej swojej rodzinie; pokazała wideo jak pływa i jakie ma sukienki. Marta okazała się mega bystrzachą. Jak nie chciała odpowiadać na pytania to udawała, że nie słyszy…Agentka. Marta wywołała miliard uśmiechów na mojej twarzy a jej mama uświadomiła mi jak piękna, pokorna i mądra może być matczyna miłość. I to był dla mnie wstęp do zrozumienia fenomenu Olimpiad Specjalnych Polska. I sportu tam się dziejącego. Że to jest takie czyste, nie zepsute pieniędzmi, niepotrzebną presją. Miałam być tylko na otwarciu Igrzysk a na drugi dzień przyjechałam na zawody razem z moim Szymonem i dwójką bąbli 1,5 rocznych. Byliśmy cały dzień na Stadionie Śląskim. I serio, nigdy wcześniej nie poczułam takiego ducha olimpizmu jak wtedy. Olimpizmu, który chciał propagować baron Pierre de Coubertin. Tego olimpizmu u źródeł.
CAŁA ROZMOWA Z WERONIKĄ NOWAKOWSKĄ POD LINKIEM:
https://sportowefakty.wp.pl/biathlon/1241828/olimpiady-specjalne-mozesz-byc-soba













